Człowiek człowiekowi…

Postawmy sprawę jasno: praca agenta nieruchomości do „wdzięcznych” nie należy. To oznacza, że doświadczony agent powinien być uodporniony na rozmaite niedogodności czy wręcz przykrości. Powód jest ogólnie zrozumiały: choć ten biznes dotyczy nieruchomości, to de facto agent obsługuje ich właścicieli, którzy chcą coś sprzedać lub wynająć, ale także (na innych zasadach) potencjalnych nabywców czy najemców. Słowem: ludzi. A ludzie – jak wiadomo – są różni. Oj, bardzo różni!

W tym zawodzie zawód to norma

Jeśli agent się dziwi, oburza, gorszy „„tylko”” dlatego, że ktoś go zwiódł czy zawiódł, to trochę… jego problem. Bo pracując z ludźmi powinien się spodziewać, że to czasem nastąpi. A że „czasem” znaczy dziś „często”… No cóż, takie jest życie i taki to biznes. Niestety. Co zrobisz, jak nic nie zrobisz?! Od szybkiego, skutecznego i… bezalkoholowego (tudzież bezlekowego)  pokonania uzasadnionej frustracji w dużym stopniu zależy więc sukces agenta nieruchomości. A nawet jego zdrowie i zawodowe przetrwanie.

Paranoja

Są jednak sytuacje, w których ciężko jest również agentom najlepszym w sztuce opanowania negatywnych emocji i pielęgnowania pozytywnego myślenia. To wtedy, gdy klient sprzedający lub wynajmujący dom czy mieszkanie ma do swojego agenta pretensje z powodu… profesjonalnego i ponadstandardowego wypełniania obowiązków. – Paranoja? Tak, ale się dzieje! I wcale nierzadko. Oto dwie sytuacje, których doświadczył każdy… doświadczony agent nieruchomości.

Zrób mi to na cito!

Do agenta dzwoni ktoś zainteresowany zakupem lub najmem nieruchomości. Ba! bardzo zainteresowany, bo wyprasza jak najszybszą prezentację. Już. Na cito! Bywa że w sobotni wieczór lub niedzielne południe, bo zainteresowanemu tylko wtedy pasuje. Uff… Agent – dla dobra wspólnej sprawy – staje na głowie i odwołuje gości lub rodzinny obiad, opóźnia bądź skraca prywatny wyjazd, z trudem zmienia terminarz ważnych zadań itp. itd. Klienta też namawia do jakiegoś wyrzeczenia i dyskomfortu, bo zainteresowany brzmi poważnie, a kolejki za nim nie ma. Na dzień lub parę godzi przed prezentacją Agent prosi o jej potwierdzenie. Otrzymawszy je, ogłasza właścicielowi „stan gotowości”. 10, 9, 8, 7… Czekają! Jeszcze kwadrans. Eee… pewnie coś się stało po drodze, więc agent dzwoni. Znów dzwoni. Nic, cisza. Czyli DUPA! – Czy agent zrobił coś źle? Nie, przeciwnie – wszystko wzorowo i z poświęceniem. Czy klient ma do niego żal i go obwinia? Dość często tak. Auuu!

Sorry – to pozory

Wreszcie pojawił się zainteresowany nieruchomością. Nie ten, który „zaginął” po drodze i „zgubił” swój telefon, ale ważne, że jest prezentacja. Dłuuuga i dokładna. Czasem z udziałem właściciela, co nie jest dobrym pomysłem (to inny temat). Zainteresowany pyta i prosi o takie kwestie, że sprawa wydaje się jasna: on już „kupił / wynajął”, więc teraz adaptuje i mebluje. – Tak, tę ściankę można wyburzyć. Dobrze, przemalujemy ten pokój dla dziecka. Zgoda, rezerwacja zaraz, a umowa jak najszybciej. No niech będzie – 5% taniej. OK, część zapłaty może być w euro. Jasne, może Pan dzwonić jutro już od 7 rano, aby uzgodnić szczegóły. Hurra! „Sprzedane! / Wynajęte!”. Agent zna życie, więc jeszcze się wstrzymuje, ale właściciel słysząc to wszystko – „na żywo” lub w relacji agenta – już świętuje. I liczy kasę.

Lista grozy

Nazajutrz mija pół dnia. Głucho. Wreszcie agent dzwoni do „poważnie zainteresowanego”, bo klient nagli go z tym uzgodnieniem detali. Poza tym trzeba wiedzieć, czy ma być ta błyskawiczna rezerwacja, bo ktoś inny prosi o prezentację. Nikt nie odbiera. I tak parę razy – co godzinę. No to agent z innego numeru… Udało się! Ale co to? Nagle „coś przerwało”, a potem już „brak zasięgu”? Hm… No może. Po dłuższym czasie ponowny kontakt i wtedy agent dowiaduje się od „poważnie zainteresowanego” że: syn miał wypadek / żona wyjechała za granicę / samochód się zepsuł / telefon się rozładował / sąsiad się dusił / pies się zakrztusił… Lista idiotycznych i prymitywnych tłumaczeń jest zadziwiająca i przerażająca. Nawet gdy czasem śmieszna.

Nie dziwi nic!

Tak, fabularyzujemy, ale to serial „na faktach”! I wcale nie udramatyzowany. A streszczamy go po to, by skonfrontować zrozumiałe (!) pretensje naszych klientów z ich prawdziwymi przyczynami. Bo ludzie kulturalni, poważni, rozsądni i porządni nie mogą czasem uwierzyć, że ktoś inny potrafi być aż tak nieodpowiedzialny, niesłowny, niegrzeczny (delikatnie ujmując). Że zamiast powiedzieć – choćby w SMS-ie – „dziękuję, ale odwołuję / rezygnuję” woli znikać, kręcić, kłamać. A najgorsze jest to, że zaprawionych w boju agentów nieruchomości już przestało to dziwić. Choć nadal wkurza!

RE/MAX EXPERTS, biuro nieruchomości w Poznaniu